piątek, 29 października 2010

piątek, 29 października 2010

A propos wina i smutnych skutków jego nadmiernego spożycia w postaci Kacowej Wróżki.

Przy okazji ostatniego mazurskiego urlopu wraz z panią Gospodynią doszłyśmy zgodnie do wniosku, iż najtęższe umysły współczesnej sztuki żywienia dopuściły się skandalicznego niedopatrzenia. Większość znanych ludzkości produktów spożywczych już dawno temu doczekała się bowiem swoich zestawień w formie tabel, spisów i klasyfikacji, uwzględniających wartości odżywcze, kaloryczność, indeks glikemiczny, zawartość błonnika i tym podobnych rzeczy, nikt jednak jakoś nigdy nie wpadł na to, by podzielić produkty w taki sposób, w jaki czynimy to od lat, a więc wyodrębnić te, które sprzyjają bądź nie sprzyjają dzień po imprezie.

Przeprowadzone przez nas niezależne obserwacje wykazały na przykład, że na szczycie listy produktów sprzyjających z całą pewnością znajduje się zimna cola. Najlepiej z cytryną. Bardzo dobrze sprawdzają się również gorące kubki i zupki chińskie, podobnie jak (odkrycie N.) kiełbaska na ciepło oraz (moje) twarożek ze szczypiorkiem.

Nie, żebym popadała w samozachwyt, ale przeczuwam, że napisana w duecie błyskotliwa rozprawa naukowa pod tytułem "Podział produktów spożywczych ze względu na ich właściwości sprzyjające" może uczynić z nas wschodzące gwiazdy współczesnej dietetyki.

sobota, 12 czerwca 2010

sobota, 12 czerwca 2010

Z kuchennych szafek zerkają na mnie Michel Foucalt, Jerzy Pilch i Matt Ruff.

Z wszelkich możliwych ścian, drzwi oraz innych gładkich powierzchni zwracają się do mnie surowym tonem: mała, puchata lamka, Artur Andrus, Jacques Derrida, Jeremy Clarkson, Roland Barthes, Katarzyna Nosowska, Puchatek, Prosiaczek, Tygrys i Kłapouchy, Aśka Kołaczkowska w twarzowym czepeczku oraz Rafał Wojaczek.

Z drzwi lodówki melancholijnie spoziera na mnie Andrzej Poniedzielski, w środku rzeczonego sprzętu AGD mam natomiast całkiem pokaźny tabun Kucyponków. Który utrzymuje, że również mi kibicuje.

W łazience towarzyszą mi zachęcające hasła Woody'ego Allena, Reginy Spektor i Marjorie Dawes.

A w przedpokoju Buka komunikuje mi "Ja też cię wspieram".

Nie, nie oszalałam.
Po prostu moi domownicy bardzo wzięli sobie do serca prośbę, by wspomóc mnie w magisterskim finiszu i poobklejali cały dom tyrtejskimi wezwaniami do walki oraz wizerunkami rozmaitych postaci.
Mimo potwornej presji, doceniam pomysłowość i jak tylko przestanę płakać ze śmiechu, dziarsko zabiorę się do roboty.





(Akcja zagrzewania do walki ma jednak swoje minusy. Teraz wstydzę się iść do łazienki, bo gapi się tam na mnie Woody Allen).

poniedziałek, 24 maja 2010

poniedziałek, 24 maja 2010

Jako wyznawczynię teorii, że dzień kończy się w momencie położenia się spać, zaś nowy zaczyna dopiero od chwili przebudzenia, nurtuje mnie pewna sprawa.

Czy jeśli wstałam w niedzielę rano i jeszcze nie położyłam się spać, nadal mam dzisiaj, podczas gdy inni ludzie mają już jutro, czy raczej oni mają dzisiaj, a ja nadal tkwię we wczoraj?

wtorek, 13 kwietnia 2010

wtorek, 13 kwietnia 2010

Wieczorne gry i zabawy językoznawcze.

Rozentuzjazmowana roztaczam przed Konkubentem jeden ze swych strzelistych monologów, w pewnym momencie deklarując z pasją, że rzecz, o której opowiadam mu właśnie w ramach jednej z licznych dygresji, darzę szczerą estymą.
Konkubent zaczyna chichotać.
- Ale wiesz, naprawdę nie musisz podrywać mnie na trudne słowa - mówi. - Ja je rozumiem, serio.
Po czym przez dłuższą chwilę nie pozwala mi wrócić do porzuconego wątku, naigrywając się: "Ho ho ho! Darzę estymą".
- Zaraz w afekcie ci jebnę! - oświadczam w końcu poirytowana.

Bo grunt, to odpowiednie dać rzeczy słowo, ot co.